piątek, 15 marca 2013

Rowerowa pocztówka z Danii / Bicycle postcard from Denmark

Kilka dni temu dostaliśmy maila od Julii, która jest stałą czytelniczką naszego bloga. Dołączone do niego były zdjęcia z Aarhus w Danii, gdzie Julia była w odwiedzinach u swojej koleżanki, a także krótki tekst, który wraz ze zdjęciami zamieszczamy poniżej. Dziękujemy bardzo za kolejne materiały, które jak zwykle z przyjemnością publikujemy. Takie pocztówki to my lubimy ;)













A oto kilka słów od Julii:


Rowerowa pocztówka z Danii.

Aarhus to miasto, które  bardzo zgrabnie daje się porównywać do Lublina. Jest niewiele mniejsze (choć całkiem spore, jak na duńskie warunki), pełne studentów i zieleni i chociaż Półwysep Jutlandzki kojarzy się raczej z nizinami i depresjami, w Aarhus nie brakuje górek, które mają to do siebie, że jakoś na rowerze zawsze trzeba się wspinać, a nie jechać w dół ;) Na rowerach jeżdżą wszyscy i wszędzie. I jest to zupełnie naturalna sprawa. Jednym z pierwszych zakupów mojej koleżanki, która wyjechała tam na wymianę studencką był właśnie rower, chociaż nigdy wcześniej nie jeździła rowerem po mieście. Nie była zresztą jedyna- właściwie wszyscy jej znajomi zaopatrzyli się w rowery równie szybko, czyli na ogół w pierwszym tygodniu po przyjeździe do Aarhus.

To, że rower jest najbardziej oczywistym środkiem transportu w tym mieście, widać na każdym kroku. Zima wcale nie jest przeszkodą. Kiedy na początku lutego w Aarhus spadł wielki śnieg, ścieżki rowerowe odśnieżane były w pierwszej kolejności. Piesi przecież sobie poradzą, chodniki nadal były białe, kiedy rowerzyści jeździli już w komfortowych warunkach. Przy wszystkich centrach handlowych, urzędach, szkołach, budynkach uniwersytetu, czy przy plaży na rowerzystów czekają stojaki (których chyba zawsze jest za mało). Rowerzyści są w większości i trzeba się do nich dostosować. Należy uważnie wychodzić z autobusu, bo ścieżki rowerowe biegną pomiędzy chodnikiem, a ulicą, również na wysokości przystanku. Po ścieżkach rowerowych NIKT nie chodzi. Nigdy zresztą nie są zbudowane z kostki i trudno je pomylić z chodnikiem. Trzeba jednak zaznaczyć, że rowerzyści także trzymają się zasad i mam wrażenie, że są bardziej zdyscyplinowani niż chociażby mieszkańcy Amsterdamu.

Studenci jeżdżą na uczelnię, ale i wracają na rowerach z imprez. Dobrze jeśli rower jest nieco starszy i wygląda na dość zniszczony, można wtedy uniknąć kradzieży. Czasem jednak „kradzieże” wychodzą na dobre. Słyszałam opowieść o dziewczynie, która wyszła z imprezy i nigdzie nie mogła znaleźć swojego roweru. Kilka dni później pojawił się pod drzwiami jej mieszkania z taką wiadomością „Przepraszam, że zabrałem Twój rower. Byłem zbyt pijany, żeby wracać do domu o własnych siłach. Musiałam to zrobić.  Żeby Ci to wynagrodzić wyczyściłem i przesmarowałem łańcuch.”
Co kraj, to obyczaj ;)

5 komentarzy:

  1. wspaniałe zdjęcia! rowerowy szyk pierwsza klasa!

    OdpowiedzUsuń
  2. najs, tylko szkoda, że z lublina tak mało ;) dlaczego tak mało? będzie więcej?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za miłe komentarze :) Na pewno wkrótce zacznie się pojawiać więcej fotek z Lublina, ale w planach mamy także wpisy wyjazdowe, bo to chyba ciekawy element,wyróżniający naszego bloga spośród pozostałych polskich stron Cycle Chic :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    W jednym z postów http://lublincyclechic.blogspot.com/2011/11/just-julia.html zobaczyłem Twój rower. Mógłbyś podać markę i model o ile to nie custom? Podoba mi się on bardzo i o ile nie kosztuje fortuny chciałbym takiego sobie sprawić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Necro, fajnie, że rower Ci się podoba, ale to właśnie custom, w całości składany według własnego projektu. Ale z drugiej strony samemu sobie coś takiego dasz radę złożyć, ramę weźmiesz ze starej, stalowej szosy, reszta gratów to żadne unikatowe rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń