czwartek, 18 listopada 2010

Klasyk z ZSRR / A classic from the USSR

Ostatnio rowery składane są coraz powszechniejsze. Może nawet "modne". Tymczasem składaki to nie jest wymysł Dahona, Bromptona czy Stridy. Jest masa dowodów na to. I te dowody, choć pochodzą z lat 80 lub 90 XX wieku, jeżdżą dotąd po naszych ulicach. I to w jakim stanie. Dzisiaj przedstawiam klasyczny radziecki składak - Kama. Sam miałem kiedyś taki. Również czerwony, ale z białymi błotnikami. To był dopiero sprzęt. Pamiętam, że robiłem na tym rowerze dosłownie wszystko, co było możliwe... aż go po prostu wykończyłem :) Wiem, to ciężki radziecki sprzęt. Wydaje się niezniszczalny, ale... ja - w latach młodości - miałem specjalny talent do... nazwijmy to - intensywnego używania rowerów :)

Recently folding bikes have become more and more common. Maybe they are even "trendy". But the folders are not the invention of Dahon, Brompton or Strida. There is lot of evidence proving that fact. And those pieces of evidence, despite of the fact that they come from the 80's or 90's of the 20th century, can still be seen on our streets. And their condition is often good. Today I show you one of them, a classic soviet folder - Kama. I used to have one like this myself. It was red too, but with white mudguards. That was a piece of good bike! I remember that I used to do with this bike literally EVERYTHING you could do with one...until I simply killed it :) I know, I know, it's a solid, heavy soviet machine. It seems to be indestructable, but I - when I was a youngster - was very talented in... let's just call it - intensive use of bicycles :)

Klasyk. Wygląda świetnie, prawda?

A classic! Looks great, doesn't it?

6 komentarzy:

  1. Dla mojego pokolenia (30-40) składak to była taka sama pseudo-ikona jak goździki jako kwiaty dla kogoś. Teraz na nowo trzeba ją odnaleźć, bez balastu. Ja na składaku (tuningowanym - bez błotników, z oponami od motoroweru i oczywiście ani razu nie złożonym) przejeździłem setki kilometrów po osiedlowych dziurach, na nim (jednym z dwóch) leciałem przez kierownicę czy rozwaliłem brodę. Mnie się podobają cały czas i myślę, że to nisza na rynku do zagospodarowania. Chociaż, być może z powodów powyższych, w znajomym sklepie rowerowym składak się wszystkim podoba a nikt go nie kupuje. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie - pseudo-ikona, bo to po prostu był jeden z rowerów dostępnych w tamtych czasach, ale ludzie - nie wiadomo dlaczego - wiążą składaki z PRL. Myślą, że jak były dostępne wtedy, to znaczy, że z PRLu się wywodzą i są niejako jego "produktem", czy pozostałością po nim. Dlatego być może, że obecnie te nowe składaki traktuje się jak swoiste nawiązanie do czasów "komuny", jak cofnięcie się w czasie (i w rozwoju). Uważam, że w tych czasach mieliśmy do dyspozycji naprawdę fajne rowery. Sam miałem właśnie wspomnianego składaka, który służył mi w czasie wakacji spędzanych na wsi, miałem też Pelikana, wcześniej Reksia, później Uniwersala na kołach 20", BMX'a z niebieskimi oponami no i świetnego Waganta (to już w 1994). Wszystkie rowery (prócz Kamy) to ROMET. Naprawdę sobie je chwalę. A rower mojego dziadka, który wisiał w stodole nieużywany, wyglądał lepiej niż niejeden "holender" dzisiaj. Uważam, że w którymś momencie (na pewno w latach 90) zachłysnęliśmy się niepotrzebnie tzw. rowerami górskimi. Zaczął je produkować rodzimy Romet, a chwilę później zalała nas masa tandety z Chin czy Tajwanu, znanej pod określeniem "makrokesz". Jestem przekonany, że przez jazdę na takich wynalazkach wielu ludzi zniechęciło się do rowerów w latach młodości i dlatego teraz wożą tyłki samochodem (bo rower przecież niewygodny).

    Dzisiejsze składaki nie sprzedają się - według mnie - ze względu na dwie rzeczy:
    1. cena (wciąż są zbyt drogie "jak na składaka" a nawet "jak na rower". No bo co ma powiedzieć taki "zwykły Kowalski", kiedy widzi w gazetce z reala czy tesko "rower" za 399 PLN, a później przychodzi do rowerowego i tam za jakiegoś śmiesznego składaczka każą mu płacić 3 czy 4 tysiące (najtańszy dostępny markowy składak to chyba Kross za 999 PLN).

    2. Brak zrozumienia idei składaka. Brak zwrócenia uwagi na wygodę i niezależność, jaką daje. Brak docenienia jego funkcjonalności. No ale właśnie, to o czym w1m napisałeś: Kto kiedyś składał te "PRLowskie" składaki? Pewnie nikt. Ja w swoim otwierałem zamek na ramie tylko dla zabawy, by jeździć z ramą "skrzywioną" i robić z roweru dwuślad :) Generalnie dodałbym tutaj... brak myślenia, który - niestety - wciąż wielu Polakom towarzyszy na co dzień. I pewnie to właśnie dlatego mamy tak mało rowerzystów na ulicach, a tak cholernie dużo blachosmrodów, wożących po 1 osobniku, jadącym do pracy, 3 - 6 km od domu.

    Czekam na moment, w którym mój składak nie będzie jednym z dwóch w Lublinie, ale jednym z co najmniej 102 ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak zgadza się. Jest "kama" PMZ (Permskij Maszinostroitielnyj Zawod Perm RF) 20 x 1.75. "Aist" MMVZ(Minskij Motovelosipednyj Zawod Minsk Biełarus)20 x 1.76. To są rowery składane, były sprowadzane z b.ZSRR do Polski. Mam do nich oryginalne części zamienne. Justyn. Kontakt: rover2641@wp.pl. 28.03.2012 r.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń